Fenomen parówek

Jest pewna rzecz, którą Polacy zajadają się nagminnie, chociaż większość z nich doskonale wie, że w parówkach nic dobrego albo – zazwyczaj nic dobrego nie zawierają to i tak po nie sięgamy. Magia parówek doszła do tego stopnia, że zachwalane są one już w mediach nie tylko jako smaczne przekąski, ale jako… świetne danie dla dzieci! Jedna firma reklamująca się właśnie w ten sposób na etykiecie swojego produktu ma niemal całą tablicę Mendelejewa, ich parówki pełne są niezdrowych konserwantów, a mimo to taka reklama zaistniała. Zacznijmy może od początku – czym są owe parówki? To nic innego jak mieszanina chrząstek, zmielonych kości, wody z mięsem. A więc są to pozostałości po tym, czego na mięso czy szynki już się wziąć nie da. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na napis na etykiecie parówek „mięso oddzielane mechanicznie” – oznacza to bowiem praktyczny brak prawdziwego mięsa, a w zamian dostaniemy właśnie przemielone resztki chrząstek czy kości. Jeśli decydujemy  się na zakup tych delikatesów to musimy czytać co producent umieścił w swoim rarytasie albowiem bardzo dużo parówek na naszym rynku proponuje nam produkt, który zawiera w sobie ledwie trzydzieści procent mięsa. Jakie parówki powinniśmy wybrać? Te, które mają w sobie co najmniej siedemdziesiąt procent, a najlepiej i osiemdziesiąt. Niewątpliwym argumentem przemawiającym za parówkami jest to, że bardzo szybko można je przygotować na ciepło – albo podgrzać w mikrofali albo w kilka minut zagotować w garnku albo też zjeść je na zimno, same lub z chlebem. W każdym bądź razie i tak fenomen parówek jest ciężki do zrozumienia.