„Polskie” dania

Na świecie nasz naród znany jest z kilku osób i z kilku rzeczy. Na pewno większość ludzi z całego świata kojarzy naszego byłego Papieża Jana Pawła II, ale dla przeciwwagi też Robert Kubica. Znana też jest cecha waleczności Polaków, głównie wśród osób, które studiowały historię Europy, na którym piętno niemałe odcisnęła polska sprawa. Natomiast jak to jest z gotowaniem? Włosi znani są z dobrej kuchni –  a jak to jest u nas? Również chwalimy się często naszymi wręcz narodowymi potrawami. Tylko, że jest z nimi pewien problem albowiem większość z nich w swojej nazwie ma przymiotnik państwa, ale nie naszego tylko obcego. Najjaśniejszym przykładem będą nasze tradycyjne pierogi ruskie. Wprawdzie nie są rosyjskie, ale skojarzenie jest jednoznaczne, dlaczego nie można było ich nazwać pierogami polskimi? Podobnie sprawa ma się z zupą, która jest bardzo dobrze znana i lubiana w Polsce, mowa oczywiście o barszczu… ukraińskim. Tu jednak jest sprawa taka, że często mówi się też „barszcz czerwony”, w sumie to trochę inna potrawa – różnica jakby porównać pierogi ruskie do tych z mięsem –  ale jest to jakieś wytłumaczenie. Jeszcze mamy coś zapożyczone od naszych braci „od szabli i od szklanki”, czyli od Węgrów, a mianowicie to gulasz węgiersku. Zapożyczona jest też nazwa na rybę po grecku, o której zapewne Grecy nawet nie słyszeli, podobnie zresztą jak słynny karp po żydowsku. A co mamy polskie? Z nazwy przychodzą mi do głowy tylko kluski, ale przynajmniej dobrze, że bigos i schabowy są tak naprawdę tylko polskie.