Przyzwyczajenia jedzeniowe

Czy jest w kuchni takie zjawisko jak niedopasowanie konkretnych elementów składowych dania? Czy można do kogoś powiedzieć „jak możesz to jeść, przecież to nie pasuje”?  Słyszeliście kiedyś coś takiego? Pewnie, a z czym to się wiąże? Ano zapewne z tradycją… jedzenia. Jedne rodziny gotują potrawy według swoich nawyków, a inne według… innych. Czasem ta sama potrawa smakuje inaczej, ale jest w teorii jednakowo nazwana. Zacznijmy może od bardzo popularnych w naszym kraju gołąbków. Widział ktoś żeby gołąbki jeść z … ziemniakami? Każdy dietetyk powie, że nie powinno się tak jeść, gdyż w tym daniu skrobię mamy już podaną – w ryżu. Rozwiązania należy szukać w sposobie podania tego dania albowiem niektórzy robią gołąbki, gdzie jest zachowana proporcja z dużą ilością ryżu, ale podają je „na sucho”, ewentualnie z keczupem, podczas gdy inni tego ryżu nakładają do kapusty mniej kosztem mięsa mielonego, ale za to w sosie. No i ziemniakami.  Z podobną sytuacją spotkałem się, gdy znajomy zaserwował bigos z…  makaronem. Równie abstrakcyjne na pierwszy rzut oka, ale przecież czasem zdarza nam się użyć bigosu jako „surówki” i jeść go z ziemniakami. Hm, te nasze nawyki. Przez podobne uprzedzenia dziwi ludzi na przykład jedzenie twarogu na słodko, nie potrafią zrozumieć jedzenia w innej postaci jak z cebulką. Albo kanapki z boczkiem i z serem – pomijając kaloryczność takiego rozwiązania – nie pasuje im to. A może po prostu powinniśmy jeść jak nam się podoba i jak nam smakuje? Bo niby dlaczego mielibyśmy zrezygnować z frytek z ziemniakami?